son g

03.09.2015

XV Uciekaj, Frey!



Przyjrzałam się śpiącej Lanie. Wyjaśnienie jej wszystkiego zajęło mi całą noc, a ona i tak jedyne o czym chciała słuchać to Thor oraz Avengers. Tak jak o grupie herosów nie miałam zbyt wiele do opowiedzenia, tak o moim bracie mogłam jej mówić godzinami. I tak też było. Przeciągnęłam się wychodząc z pokoju. I tak nie byłam w stanie teraz spać, także postanowiłam napić się magicznego napoju zwanego – kawą. Gdy tylko weszłam na schody, do moich uszu dotarły odgłosy zaciętej rozmowy na dole. Nie była to kłótnia, lecz bardziej burza mózgów. Z zaciekawieniem weszłam do kuchni.
– Dzień dobry – zawołałam na powitanie. Wszyscy zebrani zamilkli, wpatrując się we mnie. – Czyli mogę sobie odpuścić pytanie o temat waszej rozmowy.
– Mówiliśmy o wyjeździe – Thor podszedł do mnie, kładąc mi dłoń na ramieniu. Spojrzałam na niego pytająco, nakrywając jego dłoń swoją. – Skontaktowałem się zresztą Avengers, spotkamy się z nimi w siedzibie S.H.I.E.L.D. .
– My? – Zapytałam zaskoczona, nie wiedząc czy mnie także uwzględnia w swoich planach.
– Ty także. W końcu obiecałem, że cię już nie zostawię. – Jego ramię przyciągnęło mnie bliżej siebie. – Jedziesz ze mną. – Uśmiechnęłam się, choć w głębi serca nie wiedziałam, czy naprawdę jestem szczęśliwa zostawiając tu wszystkich. Jedno było pewne, będą bezpieczniejsi beze mnie.



Po południu wszystko było już ustalone i mieliśmy ruszać w drogę. Zanim jednak do tego doszło postanowiłam rozwiązać jedną sprawę, która nie dawała mi spokoju. Ta „sprawa” siedziała na tarasie, wpatrując się w pustkę przed sobą. Był zamyślony. Rozpoznałam to po małej zmarszczce, która robiła mu się pomiędzy brwiami za każdym razem gdy był skupiony. Był piękny, nie tylko z zewnątrz. Był najbardziej autentyczną osobą, jaką pierwszą pokochałam na tej obcej mi planecie i pierwszą jakiej bezgranicznie zaufałam. Tym bardziej bolała mnie wiedza, że mnie oszukał. Usiadłam obok niego, kierując wzrok w tą samą pustkę. Kątem oka zauważyłam, że przypatruje mi się. Nawet bez patrzenia wiedziałabym o tym bowiem przez całe moje ciało przeszedł gorący dreszcz
– Wyjeżdżasz? – Zapytał nie oczekując odpowiedzi. Zagryzłam wargę, walcząc z sobą by na niego nie spojrzeć. – Może to i dobrze. Thor zapewni ci bezpieczeństwo, którego nie mogłem zapewnić ci ja. – Usłyszałam w jego głosie skruchę, która zmusiła mnie bym na niego spojrzała. Jego oczy lśniły jak zwykle, stalą i czekoladą. Zagryzłam wargę jeszcze mocniej, tym razem powstrzymując się przed pocałowaniem go.
– Myślę, że tak będzie lepiej. – Mój głos zabrzmiał piskliwie i strasznie obco. – Zostając tu narażałam wszystkich na niebezpieczeństwo. – Odchrząknęłam, spojrzenie kierując na swoje dłonie. Jego wzrok wypalał we mnie dziurę.
– Wiesz, że jeśli to jest jedyny powód to nie musisz wyjeżdżać. My wszyscy, kochamy Cię i... – Nie dałam mu dokończyć.
– My? – Wyczekiwałam tego słowa niczym obietnicy, przykazania dobra we wszechświecie.
– Kocham cię Frey. – Trzy słowa, trzynaście liter, jeden wstrzymany oddech, jedno uderzenie serca. Przestało się dla mnie liczyć co mówiła Christine. W tej chwili byliśmy tylko my, a przynajmniej miałam taką nadzieję. Zamiast tego, gdy tylko nasze usta połączyły się w pocałunku, w mojej głowie zaświeciła się lampka. Słowa Christine rozbrzmiały w niej niczym pociski. Odsunęłam się od niego gwałtownie.
– Theo? – Zaczęłam, nie mogąc uporządkować natłoku myśli. Brunet patrzył na mnie, tym „swoim” spojrzeniem, a ja miałam jedynie ochotę się w niego wtulić. Zamiast tego wyciągnięciem przed siebie rękę, starając się wytworzyć pomiędzy nami niewidoczny mur.
– Frey, co się dzieje? – Otworzyłam usta, by je zaraz szybko zamknąć. Spróbowałam ponownie.
– Christine. – Wydusiła, nie mogąc mu spojrzeć w oczy.
– Christine? – Wydawał się zdziwiony, że o niej wspominam. – Frey, nie musisz się już źle czuć z tym co jest pomiędzy nami. Ja i Christine zerwaliśmy. – Jego uspokajający ton coś we mnie poruszył. Prychnęłam.
– Zerwaliście? – Odwróciłam się w jego stronę, czując jak bransolety na moich nadgarstkach się nagrzewają. Zawsze tak się działo, gdy się denerwowałam. – Theo. Ona mi wszystko powiedziała.
– Co takiego ci powiedziała? – Jego zaskoczenie było tak realistyczne, że naprawdę zaczęłam wątpić w słowa Christine.

– Na przykład to, że nigdy nie byliście razem. – Starałam się oczytać każdą najmniejszą reakcję z jego twarzy. Theo jednak nadal był jedynie zaskoczony, a wręcz jego zdziwienie się pogłębiało. – Oszukałeś mnie, że coś pomiędzy wami jest by mnie od siebie odsunąć. Dlaczego?
– Nie takiej reakcji się po niej spodziewałem. – Zauważyłam jak dołeczki w kącikach jego ust się pogłębiają. – Wiesz, Christine zawsze była tą rozsądną i ...dorosłą w naszym zespole. Gdy zrywaliśmy, byłem pewien, że przyjmie to jak zwykle - nie wzruszona, ale tak się nie stało. Zauważyłem w jej oczach złość. Nie sądziłem jednak, że była na tyle rozżalona by skłamać. – Przyglądałam mu się w skupieniu, próbując nie okazywać za wcześnie jakichkolwiek uczuć. Jednak musiałam przyznać, że jeśli z tej dwójki miałam komukolwiek zaufać, był to Theo. Moje usta mimowolnie wykrzywiły się w uśmiechu. Theo jednak przygasł.
– Przepraszam. – wyszeptałam.
– Za co? – Dłoń bruneta zacisnęła się na mojej.
– Za to, że uwierzyłam jej a nie tobie. – Jego dotyk mnie palił. Tym bardziej czułam się winna. – Ja po prostu cały czas miałam w głowie słowa Lokiego, powtarzające by nie ufać nikomu. Za bardzo wzięłam je do siebie. – Brunet mocniej zacisnął swoją dłoń na mojej.
– Frey, mi możesz ufać. Nie zrobiłbym nic by cię skrzywdzić. – Zauważyłam zawahanie w jego głosie. Było coś co ukrywał. – Mimo wszystko, chcę byś pojechała z Thorem i Rogersem. – Wyjaśnił.

– Jedź z nami. – Przejechałam dłonią po jego plecach. Były napięte niczym struna.
– Nie mogę. Coulson, chce bym najpierw sprawdził jeszcze raz miejsce, gdzie ukrywał się Erick i monitoring z okolic. Jednak dołączę do Was jak tylko się z tym uporam. – Moja twarz już kierowała się w jego stronę by go pocałować, gdy usłyszałam za sobą kroki. Odwróciliśmy się równocześnie. W progu drzwi stał Steve, lekko zaskoczony naszą dwójką.
– Przepraszam, że przeszkadzam, ale czas się zbierać.


Rozciągnęłam się, nie mogąc się wygodnie usadowić. Byliśmy w drodze dopiero godzinę a ja nie mogłam pojąc jak ludzie mogą tak podróżować. Nigdy nie spędziłam tyle czasu w samochodzie.
– Konie byłyby lepszy wyjściem. – Jęknęłam, poprawiając z irytacją pas. Usłyszałam śmiech Thora, który śmiesznie wyglądał siedząc w Asgardzkiej zbroi z zapiętymi pasami i Mjolnerem na kolanach. – Myślę, że wzbudzilibyśmy sensację, jadąc na koniach po autostradzie. – Christine posłała mi współczujące spojrzenie. Zacisnęłam wargę wpatrując się w zamazany obraz za oknem. Nie wiedziałam jak się wobec niej zachowywać. Żałowałam, że Steve jechał w drugim samochodzie.
– A nie moglibyśmy polecieć? – zapytałam. – Rozumiem, że chcecie przemieścić się w jak najdyskretniejszy sposób, więc nie mówię tu o locie z Thorem ale o samolocie. – Usłyszałam w odpowiedzi jedynie śmiech agenta kierującego samochodem i zrozumiałam, że o tym nie było mowy.
– Na ziemi jesteśmy bezpieczniejsi. – Cieszyłam się, że jednak to Thor udzielił mi wyjaśnienia a nie blondynka, siedząca obok mnie. – Nie wszyscy tu są bogami, Frey. – Westchnęłam, na nowo się wiercąc, gdy zadzwonił mój telefon. Pomyślałam, że to Lana, która obiecała mi dzwonić co godzinę by mnie sprawdzać. Zdziwiłam się więc, gdy na wyświetlaczu pokazał się napis „Natalie”.
– Wita... – zaczęłam, ale mi przerwała.
– Frey, musisz tu natychmiast wrócić. – Była zdenerwowana, w jej głosie słychać było panikę.
– Czy coś się stało? – Wyprostowałam się, odpinając pasy.
– Wiem wszystko, Frey. – Słychać było jej przyśpieszony oddech. – Wiem kto cię ściga Frey. Kto cię zdradził.
– Natalie? – Usłyszałam w odpowiedzi jedynie zakłócenia. – Pani Greyson? – Krzyknęłam, starając się coś dosłyszeć. Gdy to nie pomogło, jedyne co byłam wstanie powiedzieć to. – Zatrzymajcie samochód.



Przekonanie agentów do powrotu było prawie, że nie możliwe. Na szczęście nie podróżowałam jedynie z nimi. Kapitan oraz mój brat, zgodzili się na powrót ze mną. W ten sposób wszyscy wracaliśmy do punktu wyjścia. Droga się dłużyła, przez co zaczęłam żałować, że wracaliśmy wszyscy. Jednak Thor miał rację, powrót z nim, w dodatku podniebny wzbudził by ciekawość. Cały czas próbowałam także dodzwonić się do Natalie, Geralda a nawet Theo – bez skutku. Ten ostatni oddzwonił do mnie, gdy wjeżdżaliśmy już do Little Falls. Okazało się, że był w mieście obok, sprawdzając motele, w których mógł się ukryć Erick. Obiecał mi, że dotrze do nas jak najszybciej będzie mógł.

Gdy podjechaliśmy na miejsce, niebo przysłoniły deszczowe chmury. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to moja sprawka. Nie wiem co było tym spowodowane bardziej – obawy, że coś złego mogło się stać Natalie, widok otwartych na oścież drzwi wejściowych, czy panująca cisza, gdy całą grupą zmierzaliśmy w stronę domu. Zauważyłam jak kapitan wraz z innymi agentami sygnalizują między sobą, że część z nich pójdzie od tyłu, ale nie zwracałam na nich uwagi. Podążałam za Christine jak zahipnotyzowana. W powietrzu unosiło się coś mrocznego, odurzającego, przez co z trudem łapałam oddech. Gdy tylko przekroczyliśmy próg, świat zwolnił. Słyszałam każdy swój oddech, każde uderzenie serca, gdy twarz Christine pobladła a ona sama momentalnie odwróciła się w moją stronę, starając się mnie zatrzymać. Mówiła coś, łapiąc mnie za rękę, ale nie słuchałam jej. Odepchnęłam ją, wchodząc do salonu. Pogoda na zewnątrz pogorszyła się. Słyszałam jak wiatr bucha o szyby, jak gałęzie wiśni uderzają w starą rynnę na progu domu. Wraz z chwilą, gdy wypuściłam powietrze z płuc, upadając na ziemie z nieba spadły pierwsze krople deszczu. Uderzały z niepokojem o szyby równocześnie z łzami, które upadały ciężko na dywan pode mną. Na ten sam dywan, na którym leżała Natalie – kobieta, która stała się dla mnie zastępczą matką na tej obcej mi planecie. Z bladą, wykrzywioną w przestrachu twarzą, wpatrywała się w coś za mną. Jej siwe rozwiane włosy, umoczone były w kałuży krwi. Krwi, która wsiąkła w kremowy dywan, i w której spoczywały moje dłonie. Nie miałam złudzeń co do tego czy żyje – jej sina skóra i zamglone oczy, były jednoznacznym dowodem. Czułam na plecach czyjeś dłonie, ktoś inny wzywał pomoc przez telefon. Christine kucała naprzeciw mnie, niepotrzebnie sprawdzając Natalie puls. Zagryzła wargę, kierując wzrok wpierw na mnie, następnie na coś za mną. Pomyślałam najpierw, że z kimś się komunikuje, ale jej źrenice rozszerzyły się momentalnie. Odwróciłam się powoli, starając się dostrzec to samo co ona.
– Co to jest? – Steve stał obok mego brata, który kucał przy mnie, wzrok kierując na tą samą ścianę co wszyscy zebrani.
– To Asgardzki – wyjaśnił mu Thor, który objął mnie mocniej, pomagając mi wstać. Na śnieżnobiałej ścianie, naprzeciwko nas widniał napis. Krwiste runy, zawierające proste przesłanie - „Uciekaj”.


Jest później niż miał być i krótszy niż zazwyczaj, ale trudno mi się go pisało. Być może dlatego, że musiałam uśmiercić Natalie. Mam nadzieję, że jednak Wam się spodoba. 

8 komentarzy:

  1. Witaj jestem tutaj nową czytelniczką :)
    Właśnie nadrobiłam wszystkie zaległości w twoich rozdziałach i musze powiedzieć, że pokochałam tego bloga;)
    Co do rozdziałów, to są mega;D
    CzJ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie i dziękuję ślicznie <33

      Usuń
  2. Zaskoczyłaś mnie. Nie oczekiwałam takiego zwrotu akcji...a tu proszę. No nie obyło się bez łez... pięknie opisałaś końcową scenę. Czułam emocje bohaterki, byłam bohaterką. Strasznie mi żal Natalie. Wiem, że teraz Frey będzie się o to obwiniać... ale nie mogła nic na to poradzić... nie mogła. Podoba mi się natomiast jej relacja z Theo. Wszystko sobie wyjaśnili, dzięki czemu wyszło kto tutaj naprawdę kłamał. Oj nie ładnie, nie ładnie... Steve wkroczył w najlepszym momencie haha. Mam jakąś malutką nadzieję, że coś pomiędzy nimi zaiskrzy. Mam słabość do Kapitana, więc... no sama na pewno rozumiesz! :)
    Na koniec chcę Ci życzyć dużo weny! <3

    http://bring-me-to-life-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieee tylko nie Natalie :'( będę chlipać.
    Świetny zwrot akcji (liczę na więcej :)) i ta scena z Theo - rozpływam się.
    Życzę duuuuużo weny i pomysłów na nowe twory :)

    Moony Maximoff [dawniej Alexandra Brave]

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem nową czytelniczką. ;) Właśnie przeczytałam piętnaście rozdziałów twojego opowiadania i się zakochałam. *.* Tylko czemu musiałaś uśmiercić Natalie? I kto napisał "Uciekaj" na ścianie po asgardzku? Erick? Loki? Och... Nie mogę się doczekać, aż napiszesz kolejny rozdział. :D
    - Raven

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie kody kolejny rozdział ?

    OdpowiedzUsuń